Kiedy wydawało się, że kryzys Pogoni Szczecin pogłębia się z każdym tygodniem, a drużyna ma coraz mniej argumentów, by walczyć o czołowe miejsca w tabeli Ekstraklasy, nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Zakopana w sportowych, kadrowych i wizerunkowych problemach Pogoń potrafiła wywalczyć trzy punkty na trudnym terenie w Łodzi. Widzew, mimo że był faworytem spotkania, uległ przed własną publicznością 1:2. Wynik ten wywołał duże emocje i pytania, jak możliwe było takie rozstrzygnięcie w obecnej formie obu zespołów.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego wiadomo było, że sytuacja Pogoni jest wyjątkowo trudna. Drużyna z Pomorza przystępowała do meczu z pięcioma ligowymi porażkami i remisem na koncie, co plasowało ich w strefie spadkowej. Kibice i eksperci mówili wprost o kryzysie sportowym, który przerodził się także w kryzys wizerunkowy.
Dodatkowo klub zdecydował się na sprzedaż największej gwiazdy i króla strzelców poprzedniego sezonu, Efthymisa Koulourisa, który przeniósł się do Arabii Saudyjskiej. To wywołało falę krytyki, bo drużyna już wcześniej miała problemy ze skutecznością w ataku. Trener musiał radzić sobie także bez kontuzjowanych Fredrika Ulvestada i Leo Borgesa, co ograniczało możliwości rotacji i sprawiało, że wyjściowy skład Pogoni wyglądał eksperymentalnie.
Spotkanie w Łodzi rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami kibiców gospodarzy. Widzew kontrolował tempo gry, częściej utrzymywał się przy piłce i stwarzał groźne sytuacje. Szczególnie aktywni byli skrzydłowi, którzy próbowali wykorzystać błędy w ustawieniu obrony Pogoni. Jednak mimo kilku okazji do zdobycia gola, łodzianie długo nie potrafili znaleźć drogi do bramki.
Paradoksalnie to goście pierwsi objęli prowadzenie. W jednej z kontr Pogoń wykorzystała moment zawahania defensywy Widzewa i niespodziewanie wyszła na prowadzenie. Bramka całkowicie zmieniła obraz meczu. Widzew musiał atakować jeszcze odważniej, a Pogoń zyskała więcej pewności siebie.
Druga połowa przyniosła jeszcze więcej emocji. Widzew wyrównał po dobrze rozegranej akcji, która wprawiła kibiców w euforię. Wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem i przechylą szalę zwycięstwa na swoją stronę. Jednak los miał inne plany. W 70. minucie doszło do sytuacji, która zadecydowała o wyniku meczu. Sebastian Bergier, napastnik Widzewa, niefortunnie próbował wybić piłkę z pola karnego. Zamiast tego trafił głową w obrońcę Pogoni, czym kompletnie zmylił swojego bramkarza. Futbolówka wpadła do siatki, a Widzew znów znalazł się w roli goniącego wynik.
Dla Pogoni to zwycięstwo ma ogromne znaczenie. Po serii niepowodzeń udało się odwrócić kartę i udowodnić, że drużyna wciąż potrafi walczyć. Kibice, którzy jeszcze niedawno krytykowali decyzje zarządu i domagali się zmian, mogli odetchnąć z ulgą. To zwycięstwo może być punktem zwrotnym, choć nikt w Szczecinie nie ma złudzeń, że przed drużyną jeszcze długa droga, by odzyskać stabilność.
Widzew natomiast znalazł się w trudnej sytuacji. Porażka na własnym stadionie, w meczu, który wydawał się być pod kontrolą, mocno zabolała fanów. Po końcowym gwizdku nie brakowało gwizdów i krytycznych komentarzy pod adresem piłkarzy. Trener podkreślał, że to spotkanie powinno być lekcją pokory i przypomnieniem, że w Ekstraklasie nie ma łatwych meczów.

Po tym spotkaniu tabela Ekstraklasy nabrała jeszcze większych rumieńców. Pogoń dzięki trzem punktom mogła opuścić strefę spadkową i złapać oddech. Nadal jednak pozostaje w gronie drużyn walczących o utrzymanie i musi udowadniać swoją wartość w kolejnych kolejkach.
Dla Widzewa porażka była szczególnie bolesna, bo zwycięstwo mogło umocnić ich pozycję w środku tabeli i zbliżyć do czołówki. Teraz jednak klub z Łodzi będzie musiał szukać rehabilitacji w następnym meczu. Trener i zawodnicy zapowiedzieli, że zamierzają wyciągnąć wnioski i poprawić skuteczność w ataku, która okazała się ich największą bolączką.
Mecz Widzewa z Pogonią był przykładem typowej „logiki Ekstraklasy” – niczego nie można być pewnym, a faworyt nie zawsze wychodzi zwycięsko. Pogoń, mimo poważnych problemów kadrowych i braku największych gwiazd, potrafiła przechylić losy rywalizacji na swoją korzyść. Z kolei Widzew boleśnie przekonał się, że jeden błąd i chwila dekoncentracji mogą kosztować utratę punktów.
To spotkanie na długo zapadnie w pamięć kibiców, bo było pełne dramaturgii, zwrotów akcji i niespodziewanego rozstrzygnięcia. Dla Pogoni może być początkiem odbudowy, a dla Widzewa ostrzeżeniem, że w piłce nożnej nic nie jest dane na zawsze.